Motornicza Anna Pawłowska w piątek siedziała za sterami "jedynki". Po godz. 11 razem z pasażerami utknęła na prawie pół godziny na ul. Gdańskiej, na wysokości pl. Wolności. Zaparkowany samochód uniemożliwił jej przejazd.
- To się zdarza codziennie, zwłaszcza na ul. Gdańskiej i Chodkiewicza - denerwuje się. - Kierowcy nie mają żadnej wyobraźni, nie wspominając już o współczuciu dla tych, którzy muszą korzystać z komunikacji miejskiej i zazwyczaj czekają już wcześniej na przystankach.
Drogę zatarasowało zaparkowane na ulicy, tuż przy torach mitsubishi pajero. Motornicza wyszła z tramwaju ocenić, czy się zmieści. Ostatecznie nie zdecydowała się ruszyć. Już po chwili za prowadzoną przez nią "jedynką" ustawiały się kolejne tramwaje. - W takich sytuacjach zawsze postępuję zgodnie z naszą procedurą: kontaktuję się z naszym dyspozytorem, on zawiadamia strażników miejskich, a ci z kolei po numerach rejestracyjnych próbują odnaleźć właściciela wozu, a jeśli wymaga tego sytuacja - zamawiają lawetę - opowiada.
Straż miejska potwierdza: - Tego typu prośby o pomoc wpływają do nas każdego dnia, niezależnie, czy to akurat lato, czy zima. Traktujemy te zgłoszenia priorytetowo, wiedząc, że ludzie czekają - mówi Adam Dudziak, naczelnik referatu do spraw dzielnic.
Po wielu minutach czekania irytuje się już nie tylko motornicza, ale i pasażerowie "jedynki". - Przejedź pani, jak to cacko się trochę zarysuje, to właściciel zapamięta, że tak robić nie wolno - podpowiadają.
odszkodowania za wypadek przy pracy, odszkodowanie powypadkowe
Pawłowska rozkłada ręce: - Musiałabym zapłacić z własnej kieszeni za
uszkodzenie tramwaju i samochodu. Nie stać mnie na taką złośliwość.
Mija prawie pół godziny, gdy zjawia się kobieta, do której należy terenówka. Jest zdziwiona całą sytuacją. - Zostawiłam samochód tylko na chwilę, myślałam, że się zmieszczę. Wybiegłam na krótkie zakupy - tłumaczy.
Zanim przestawi auto, czeka ją mandat od straży miejskiej: 100 zł i jeden punkt karny. I tak ma szczęście. Kierowca mercedesa, który zablokował ul. Gdańską godzinę później, stracił prawie 500 zł, bo jego auto zostało odholowane. Trzecia podobna sytuacja zdarzyła się w piątek przed godz. 17, w pobliżu radia PiK. Drogę zatarasował kolejny mercedes. - Ludzie wracają z pracy i muszą godzinę kwitnąć w tramwaju - żalił się jeden z pasażerów, który zadzwonił do redakcji. - Mandaty powinny być wyższe, wtedy może kierowcy przestaliby wreszcie blokować przejazd.
Zgadza się z nim szef MZK Paweł Czyrny: - Mandaty to za mało. Gdy tramwaj stoi, my tracimy pieniądze. Muszę dbać o interes mojej firmy - mówi. - Na ul. Gdańskiej i Chodkiewicza, gdzie takie sytuacje zdarzają się najczęściej, kursują aż cztery linie tramwajowe. To prawie połowa naszego składu. Stojący tramwaj blokuje przejazd innym, ludzie stoją na przystankach i na nas narzekają, sądząc, że spóźnienia są z naszej winy. Rozkład jazdy i terminy leżą na całego. Po takim ekscesie trzeba wielu godzin, aby tramwaje zaczęły jeździć zgodnie z rozkładem jazdy - opowiada.
Jak twierdzi Czyrny, przez kierowców jego firma straciła w ubiegłym roku kilkadziesiąt tysięcy złotych. - Musimy odzyskać te pieniądze. Jeśli kierowcy sami nie uregulują długów, kierujemy sprawy do sądu - zapowiada.
- Długi przestój z powodu zatarasowania trasy przez samochód może kosztować kierowcę nawet tysiąc złotych - oblicza Andrzej Wodyński, dyrektor do spraw ekonomiczno-finansowych w MZK. - Najpierw wyliczam straty przychodów spółki z tytułu niewykonania planowanych wozokilometrów i obciążam tym kierowcę. Notę obciążeniową wysyłamy pocztą. Jeżeli kierowca dobrowolnie nie ureguluje długu, wszczynamy postępowanie egzekucyjne przed sądem - ostrzega.
- MZK działają zgodnie z prawem. Jeżeli kierowca utrudnia im wykonywanie obowiązków i firma z tego tytułu ponosi straty, to ma prawo ubiegać się o odszkodowanie - komentuje bydgoski mecenas Edmund Dobecki. - Najpewniej kierowcy będą musieli zapłacić.